Popularne posty

25 marca

Nauczyciele życia

Nauczyciele życia
Dzieci w tak prosty sposób potrafią okazać Nam swoją miłość. W tak prosty sposób potrafią zaskoczyć, zachwycić. Umieją sprawić, że w jednej chwili zapominamy o wszystkich smutkach, nieprzespanych nocach. Kochają. Potrzebują. To czyni je wyjątkowymi, a wyjątkowość jest cechą nielicznych. Dzieci - nauczyciele życia.


Z zaskoczenia.
Miłości.
Chęci poczucia bliskości.

Mamaaaaaa!!!, słysząc to słowo zawsze szaleję z radości. "Mamaaaaa!!!", biegnie w moją stronę mały brzdąc, by zanurzyć się w matczynych ramionach choć na chwilę. Kiedy już do mnie dobiega, tuli się, cieszy, oplata małymi rączkami i nóżkami, po czym wraca do dalszej zabawy, jak gdyby nigdy nic.
 Mamaaaaa!!!, krzyczy synuś, biegnąc przez długi przedpokój w moim kierunku.  Z uśmiechem na twarzy rzuca się w moje ramiona, spogląda  głęboko w oczy, przytula się całym sobą i w tym momencie wiem, że już nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba.

Tak, wzruszyłam się. I wzruszam się za każdym razem, kiedy mój Syn okazuje w ten czy inny sposób swoje uczucia. To najpiękniejsze wyznanie miłości w moim życiu. Jestem nim bombardowana nawet kilka razy dziennie. Niespodziewanie. Z zaskoczenia. Pokazuje mi ono, w jak prosty sposób dzieci potrafią kochać. Wystarczy jedno słowo, gest, a moja rzeczywistość zmienia się w okamgnieniu. Tak niewiele, a tak dużo. Wystarczy po prostu być.
Jakiś czas temu pisałam o tym, że słowo "Mama" wypowiedziane przez Jasia pozwala mi czuć się ważną, a nawet najważniejszą. Rozpiera mnie wtedy duma. Jestem szczęśliwa, wyjątkowa, kochana. Jedyna i niepowtarzalna. Teraz, kiedy owe słowo wypowiadane jest z przesiąkniętą miłością czułością, dziecięcą szczerością, to nic innego nie jestem w stanie zrobić, jak tylko oszaleć ze szczęścia. I uwierzcie mi, szaleję.


Nauczyciele życia - dzieci. Nikt tak jak one nie nauczy człowieka miłości. I chociaż jestem kochającą żoną najukochańszego pod słońcem pana Eł, to prawdziwie kochać nauczył mnie mój Syn. Wybacz mężu 💓 To właśnie Jaś nauczył mnie tego, że warto cieszyć się chwilą, najmniejszymi rzeczami, najprostszymi gestami. Najszczerszy uśmiech na świecie zawładnął moim sercem. Wyjątkowość spojrzenia, uśmiechu zyskały u mnie na znaczeniu. Potrzeba bycia, zrozumienia, empatii wzmocniły siłę istnienia. Całego tego zamieszania dokonało moje dziecko, które nie jest niczego świadome, nie ma najmniejszego pojęcia, że dokonało czegoś niezwykłego. Jedyne, co powinien wiedzieć ten mały Brzdąc na tym etapie swojego życia to tyle, że: kocham go najmocniej na świecie, może na mnie liczyć o każdej porze dnia i nocy, moje ramiona są dla niego otwarte 24 godziny na dobę oraz całe moje życie to On i oczywiście jasiovy Tata.

A Was czego nauczyły Wasze Maluchy?👶
Co sprawia, że czujecie się najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem? 👪🌞



27 komentarzy:

28 lutego

Klucz do szczęścia

Klucz do szczęścia

Jestem rodzicem. Czasami jest mi ciężko. Czasami sobie nie radzę. Czasami wszystko mnie przerasta. Czasami włosy stają mi dęba na głowie, a w moich uszach słyszę już tylko łabędzi śpiew. Nie wstydzę się do tego przyznać. Dlaczego? Ano dlatego, że tak czasami (chociaż nie zawsze) wygląda macierzyństwo, które nie jest wcale taką łatwą i prostą sprawą, jakby mogło się wydawać. Trzeba mieć mnóstwo cierpliwości, włożyć wiele  wysiłku i pracy, wylać litry potu, a czasami nawet łez, aby móc cieszyć się wszystkim tym, co mamy. 

Mój mały mężczyzna od samego początku pokazał Nam, że to on jest najważniejszy. Jego charakterystyczny głos był tak rozpoznawalny, że od początku pobytu w szpitalu, położne bez problemu potrafiły wskazać, które to dziecko domaga się tego, co mu się należy, czyli mamy i jedzenia. A Mama, jak to Mama, kiedy była blisko wszystko było dobrze. Kiedy tylko poszła coś zjeść lub przespać się na chwilę, rozbrzmiewający telefon nie dawał za wygraną. Mama zbiegała po schodach, potykając się o własne nogi, by dotrzeć do swojego ukochanego Synka na czas. Piszę to teraz z lekką dozą humoru, jednak wracając wspomnieniami do tamtych dni, wcale nie było mi do śmiechu. 

Minęło ponad półtora roku, a My nadal jesteśmy prawie nierozłączni. Piszę prawie, bo w końcu Mama też człowiek, potrzebuje chwili wytchnienia, samotności - jak to pięknie brzmi! Nie będę kłamać, zdarza mi się wygospodarować w ciągu dnia chwilę dla siebie. Wtedy to właśnie robię obiad, sprzątam, idę po zakupy, podejmuję próbę kąpieli, podczas której mój Syn stoi pod zamkniętymi drzwiami łazienki w oczekiwaniu na Matulę 😂. Nie ma tych chwil zbyt wiele, gdyż mój syn jest wszędzie tam, gdzie jestem ja. I na nic się zdaje Tata, który próbuje zachęcić synka do wspólnej zabawy. Mama musi być obok i koniec kropka. Z kolei wieczorami, kiedy Jasiosław śpi, piszę bloga, którego ostatnio bardzo, ale to bardzo zaniedbałam, czytam książki, obejrzę nawet film. Co raz częściej się zdarza, że najzwyczajniej w świecie nie mam już na nic siły i jedyne czego pragnę, to tego, by po prostu pójść spać. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Pora wracać na ziemię. I wtedy wszystko się zaczyna😀. Mój nocny marek wierci się i kręci, i budzi się, i che się lulać, o tak!! Koniec spania, Mama wraca do gry! Ostatnio nawet doszłam do wniosku, że moim najlepszym przyjacielem jest sen, ale mi z nim jakoś tak nie po drodze.


,,Boże daj mi cierpliwość, bym pogodził się  z tym, czego zmienić jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to, co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżniał jedno od drugiego”.
🙏

Słowo klucz, cierpliwość. To właśnie ona jest często tematem numer jeden wśród rodziców. Gdybym miała przytoczyć słownikową definicję cierpliwości (wybaczcie, zboczenie zawodowe) to brzmiałaby ona następująco: ,,zdolność znoszenia ze spokojem rzeczy przykrych, opanowanie, wytrwałość, wytrzymałość”. I jak tu się nie zgodzić z powyższymi słowami. Kiedy jesteś Mamą, zniesiesz wszystko, tak mi się przynajmniej wydaje. Raz z większym, a raz z mniejszym spokojem. Dlatego też, kiedy spędzasz z dzieckiem prawie 24 godziny na dobę, potrzebujesz dużo cierpliwości, a nawet jeszcze więcej. Bez względu na brak humoru, snu, zmęczenie, powinnaś być opanowana, wytrzymała. Tego oczekuje od Ciebie dziecko. To właśnie ono jednym swym uśmiechem, słowem, gestem potrafi uczynić cuda. Bo widzieć świat oczami dziecka, to jest dopiero sztuka. I chociaż czasem naprawdę trudno trwać, wytrwać w cierpliwości, to warto się jej nauczyć, ponieważ  jest ona kluczem do Waszego małego Szczęścia. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze da się zapanować nad emocjami, które biorą górę nad rozsądkiem (sama nie jestem ideałem), to mimo wszystko warto próbować. To nic nie kosztuje, a zdziałać można naprawdę wiele. Tak, wiem, łatwo napisać, prosto powiedzieć, a rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Jednak, kto nie spróbuje, ten się nie przekona.

Każdy radzi sobie z cierpliwością, a raczej jej brakiem na swój sposób. My z kolei próbujemy poradzić sobie tak:
- pozytywne myślenie: ,,Przecież zawsze może być gorzej”,
- uśmiech (niekiedy przez łzy), 
- buziaki, mnóstwo buziaków, którymi bombarduje mojego nerwusa,
- taniec z Jasiem, będący lekiem na prawie wszystko 😉,
- spasowanie.


Życzę Wam Kochani dużo cierpliwości i uśmiechu, bo z nimi zawsze 
 raźniej jest rozpocząć dzień. 

Powodzenia!








19 komentarzy:

08 stycznia

Tanecznym krokiem przez życie

Tanecznym krokiem przez życie
Kim będzie moje dziecko, kiedy dorośnie?  Nie mam bladego pojęcia. Wiem jedynie, że moim zadaniem, jako Mamy, jest: zachęcać, wspierać, wzbudzać zainteresowanie i wierzyć w to, że się uda.
Zawodowo, nauczyciel z pasją do nauczania, dla którego aktualnie najważniejszym uczniem jest nikt inny jak własny syn. Prywatnie, spełniona mama iżona, zakręcona na punkcie tańca, muzyki, kultury żydowskiej, a także literatury współczesnej. Jasiova rodzina nauczycieli to taka, w której dzień bez wygłupów i wariacji jest dniem straconym. Kochamy się śmiać, uśmiechać, niekiedy też popłakać. ,,Nietsche powiedział, że czasem dochodzimy do momentu, w którym robi się tak źle, że można uczynić tylko jedno z dwojga - śmiać się albo oszaleć. Dzisiaj trzecią możliwością jest taniec”. Czysta prawda!! Cóż innego mi pozostaje, kiedy wszystkie koła ratunkowe są wykorzystane lub zawodzą? Ostatnią deską ratunku staje się wtedy TANIEC, bez którego Nasza trójka nie potrafi na co dzień funkcjonować🕺. 
Taniec jest mi bliski. I wcale nie dlatego, że jest aktywnością, czynnością, stanem, przepływem, przekazem czy też ruchem. Taniec jest aktywnym odczuwaniem. Naszą chwilą we dwoje. Moją i Jasia. To moment, w którym możemy poczuć swoją bliskość, miłość oraz czułość. Dzięki niemu uczymy się siebie nawzajem. Przecież każdy człowiek jak taniec, jest inny. Taniec sprawia Nam mnóstwo radości oraz dostarcza sporą dawkę energii. Widać to, a nawet słychać 📢. Dźwięki muzyki połączone z euforycznym okrzykiem Janczysława. Podśpiewywanie przez Niego piosenek, malujących uśmiech na mojej twarzy. Machanie rączkami raz w prawo, raz w lewo. Przybieranie nóżkami. Swoboda i ekspresja ruchów. Spontaniczność. Zadowolenie. Wtedy to właśnie widzę świat oczami dziecka. Mojego dziecka 💗. 
Jaś tańczył ukryty w moich ramionach od pierwszego miesiąca życia. Ciepło matczynego uścisku, dźwięki spokojnej muzyki, uspokajały go i dawały poczucie bezpieczeństwa. Kołysaliśmy się na boki przepełnieni miłością oraz wewnętrznym spokojem. Niczego do szczęścia nie potrzebowaliśmy prócz siebie i oczywiście Taty. W miarę upływu czasu (czyt. 3 miesiąc Jasia), spokojne utwory, których do tej pory słuchaliśmy, zostały wyparte przez bardziej energiczne kawałki. Przebojem numer jeden na jasiovej liście był i w sumie nadal jest Bruno Mars - 24k magic. Kiedy Janczysław słyszy pierwsze dźwięki tej piosenki, nie może usiedzieć na miejscu. Podrywa się do tańca i każe mi ze sobą tańczyć! Vaiana Skarb Oceanu również gościła w Naszym domu. Zachwyt tym utworem był bardzo duży. Musieliśmy kupić płytę CD, będącą soundtrackiem tej właśnie bajki. Nasze taneczne wojaże wyglądały tak, że z chwilą mojego zatrzymania się, Jaś wyrażał sprzeciw wobec moich poczynań. Swym głosem dawał mi znak, iż chce kontynuować taneczną przygodę. Nie miałam wyboru. Moim ciałem zawładnęło serce i trzymany w ramionach Syn. Jakby to powiedział jasiovy Tata filozof: ,,Tańczę, więc jestem".
Podsumowując. Taniec z dzieckiem niesie ze sobą mnóstwo korzyści. Wymienię chociaż kilka z nich. Taniec wpływa doskonale na więź pomiędzy rodzicem a maleństwem. Wzmacnia poczucie bezpieczeństwa. Jest kluczem zaufania. Ma wartość terapeutyczną w zakresie integracji ciała i umysłu. Rozwija spostrzegawczość, wyobraźnię oraz koordynację ruchową Naszego szkraba. Pozwala również Mamom zrzucić zbędne kilogramy, które po porodzie są zmorą prawie każdej kobiety 😊. Jak widać, plusów jest dużo, a nawet jeszcze więcej. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić Was do wspólnego tańcowania z małymi brzdącami. Pozytywne emocje gwarantowane.
P.S. Pamiętajmy jednak o tym, że nie możemy zmuszać dziecka do opisywanej przeze mnie aktywności. Jeśli maluch nie chce w niej uczestniczyć, odpuść. Nic na siłę. Taniec to przede wszystkim zabawa. Nie obowiązek. Naszym zadaniem jest przede wszystkim stworzyć okazję do wspólnego tańcowania. Zachęcić i pozwolić dziecku na to, by w tańcu odkryło samego siebie.
11 komentarzy:

30 grudnia

W podróży za wspomnieniami

W podróży za wspomnieniami
Dzień dobry. Dzisiaj jest dzień, w którym zatrzymam się na chwilę w miejscu, by móc powrócić pamięcią do wspomnień - tych bliskich, nie odległych - bez których moje życie nie byłoby takie kolorowe, jak jest teraz.
Zanim jednak zacznę. Tak, tak, wiem. Powinnam poświęcić dzisiejszy post sylwestrowym przygotowaniom, jednak prócz czasu spędzonego w kuchni, postanowiłam zatracić się we własnych wspomnieniach. Chcę przenieść się oczami wyobraźni do zakamarków mojej pamięci, aby z uśmiechem na twarzy przypomnieć sobie chwile mające dla mnie olbrzymią wartość.
Zbiór wspomnień tworzy historię. Historię naszego życia, którego poszczególne rozdziały układają się we fragmenty układanki. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co przyniesie Nam kolejny dzień, ale możemy cieszyć się tym, co mamy tu i teraz. A przecież mamy tak wiele, Siebie.
Rok 2017
Pierwsze urodziny Jasia połączone z 30stką jasiovego Taty były cudowną nagrodą za miłość. Chrzest święty, czyli ceremonia pełna wzruszeń i radości. Trzecia rocznica ślubu z Panem Eł, to czas operacji Naszego synka. Największym prezentem tego dnia był uśmiech Bąbelka i jego wilczy apetyt. Pierwszy kąsający ząbek, który po wybiciu się, zachęcił inne trzy ząbki do przywitania się z Nami, Rodzicami. Pierwsze wypowiedziane przez Jasia słowo, którym wcale nie było ,,Mama’’. Brzmiało ono następująco: ,,Baba’’!! A skoro już jesteśmy przy mamie...😋 Kiedy po raz pierwszy usłyszałam właśnie to słowo, poczułam się wyjątkowa, ważna, a nawet najważniejsza. Pierwsze samodzielnie stawiane kroki, z których razem z mężem cieszyliśmy się, jak dzieci. Pełen euforii i zaciekawienia pierwszy wyjazd Janczysława nad morze. Pierwszy zaszyfrowany rysunek. Pierwszy bukiet kwiatów, jaki otrzymałam w podzięce za troskę i opiekę. Wygłupy, szaleństwa, bez których nie potrafimy rozpocząć dnia. Moment, w którym mój Syn po raz pierwszy zaśpiewał usłyszaną w radiu piosenkę, a szła ona mniej więcej tak: ,,papa papapapa papa’’ , czyt. Margaret - Wasted. Oszalałam! Oczywiście ze szczęścia.
Mogłabym wymienić zdecydowanie więcej faktów z Naszego życia, ale nie o to przecież tu chodzi. Wszystkie wybrane przeze mnie wydarzenia-wspomnienia, są powodem mojej radości, miłości, wzruszenia i dumy. Dzięki nim widzę, jak zmienia się otaczająca rzeczywistość, a wraz z nią  My sami. Jak z każdym kolejnym dniem zmienia się moje dziecko. Dorasta, staje się bardziej samodzielne, pewniejsze siebie. Wszystko to sprawia, że bycie mamą, chociaż jest najtrudniejszą rolą w moim życiu, oznacza coś więcej, niż tylko być. Znaczy po prostu żyć. Mieć cały świat w swoich ramionach.  I chociaż nie zawsze jest miło, pięknie i przyjaźnie, to kocham być Mamą przez duże eM. A kiedy włącza mi się czerwona lampka wytrzymałości, pocieszam się tym, że może akurat za 5,10,15, 20 lat będzie zdecydowanie łatwiej - żartuję.
Życzę wszystkim, aby nadchodzący rok 2018 był rokiem spełnienia, sukcesu i zadowolenia. Pójdę za słowami mojej Babci i "powiem": Dużo zdrowia i słodyczy, Ola dla Was życzy 😊.

Wpis powstał w ramach wydarzenia Blogrudzień 2017, którego pomysłodawczynią i organizatorką jest Magda z bloga Magda M.
Oto lista uczestniczek, biorących udział w powyższej akcji:
1 – Ewelina z www.pozytywnydom.com
2 – Ania z www.pepek-swiata.com
3 – Weronika z www.minimalisticgirl.pl
4 – Dagmara z www.dziubdziak.pl
5 – Kasia z www.tarapatka.pl
7 – Mirka z www.blondpanidomu.pl
8 – Sylwia z www.matczysko.pl
9 – Gosia z www.jaskoweklimaty.pl
10 – Karolina z www.mlodamamma.pl
11 – Karolina z www.karolinaplichta.pl
12 – Agnieszka z www.321startdiy.pl
14 – Sylwia z www.mlodamamapisze.com
15 – Karolina z www.wysmakowana.pl
16 – Karolina z www.dzieciecapodroz.pl
17 – Kamila z www.ugotowanepozamiatane.pl
18 – Agata z www.wesellerka.pl
19 – Emilia z www.mamaisynzgranyteam.pl
21 – Karolina z www.mamakarolina.pl
22 – Monika z www.mamanacalego.pl
23 – Agata z www.beztroskamama.pl
24 – Magda z www.magdam.com.pl
27 – Asia z www.humoryzmory.blog.pl
28 – Natalia z www.swiattomskiego.pl
29 – Justyna z www.pogodnieprzezzycie.pl

13 komentarzy:

28 grudnia

Poświąteczne przemyślenia

Poświąteczne przemyślenia
Czas świątecznych przygotowań już za Nami. W głowach pozostają teraz bożonarodzeniowe przemyślenia. Co w życiu jest ważne, ważniejsze... O powodach, dla których "dobrze widzi się tylko sercem [...]". O tym, że "najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".
 Magiczna droga, którą trzeba pokonać, by móc spotkać się najbliższymi. Szczery uśmiech, będący dowodem radości, która towarzyszy Nam podczas spotkania. Świąteczny nastrój, dający się odczuć już po przekroczeniu progu rodzinnego domu. Zapach świątecznych potraw, dźwięki kolęd. Jedyny i niepowtarzalny klimat, który tworzy magię Świąt Bożego Narodzenia. I nic więcej (prócz Nas👪) do szczęścia nie potrzeba.
Wyjątkowość świąt polega na tym, że możemy cieszyć się swoją obecnością. Miłość, dobro, wiara i wzajemny szacunek goszczą w Naszych sercach. Wszelkie spory schodzą na dalszy plan. Nie sztuką jest się gniewać, sztuką jest wybaczać😊.
Jasiowe święta mają magiczną moc. Są przepełnione wewnętrznym spokojem, dziecięcym uśmiechem, radosnym, głośnym śmiechem i miłością w swej czystej postaci. Dziecko, jak nikt inny, zmienia postrzeganie świata. Uświadamia, że wszystko, co najważniejsze mamy przy sobie. Pokazuje Nam, jak łatwo jest się cieszyć z małych rzeczy. Cieszyć się tym, co już mamy, nie tym, co moglibyśmy mieć. Uzmysławia, jak niewiele potrzeba do szczęścia. To właśnie, dzięki Niemu czas spędzony w gronie najbliższych nabiera jeszcze większego znaczenia. Jest nagrodą i ukojeniem za wszystkie smutki, które napotykamy na swej drodze.

Bardzo często gubimy się w świątecznym pośpiechu. Zapominamy o tym, co powinno być dla Nas ważne. Skupiamy się na rzeczach materialnych, pomijając stojące gdzieś obok normy i wartości duchowe. Każdy człowiek stanowi indywiduum. Każdy z Nas ma indywidualną hierarchię wartości, jaką kierujemy się w życiu. Jeśli chodzi o mnie, to moja - w tym przypadku - bożonarodzeniowa hierarchia wartości "mówi" jedno - RODZINA is number ONE! 👍
Brak komentarzy:

08 grudnia

Z wizytą u kochanej Babci

Z wizytą u kochanej Babci
Setki kilometrów dzielące od rodzinnej miejscowości. Tęsknota. Setki kilometrów dzielące od najbliższych. Rodzina. Miłość. Wspomnienia. I powroty, które za każdym razem wywołują wzruszenie i sprawiają, że chce się wracać tam, gdzie jest twój dom.
Razem z Jasiem spędziliśmy cudowny czas w mojej rodzinnej miejscowości. Tym samym mogliśmy nacieszyć się obecnością Dziadków i Prababci. Mój kochany Mąż doskonale wie, jak bardzo brakuje mi moich najbliższych, dlatego postanowił zawieźć mnie z Jasiem do rodzinnego domu. Tak, tak, dwa tygodnie bez Taty! Płakać czy się cieszyć? Oczywiście, że... tęsknić 😋. I tak też było. Telefony się urywały, miłość kwitła w powietrzu, a Jańciuś kilka razy dziennie "opowiadał" Tacie, co się u Nas wyprawia 😁. Każdą najmniejszą chwilę staraliśmy się w pełni wykorzystać. Spacery, zabawy, szaleństwa, odwiedziny, impreza urodzinowa, zmiana fryzury, nowe znajomości. Tak dużo się działo, że nie sposób wymienić.
Codziennie rano witały nas przyniesione przez Dziadka świeżutkie bułeczki, drożdżówki i eklery. Mogłyby mnie tak witać zawsze 😛. Jaś smakował potraw, które przygotowywała mu Prababcia. Od rosołu - który uwielbia - gulaszu, kalafiorowej, jajecznicy, pomidorowej, po gołąbki, wafle, ciasto brzoskwiniowo-jabłkowe etc. Tak się chłopak rozsmakował w babcinych daniach, że obiadki Gerbera zostały definitywnie odrzucone (oł yes!) 😁. 
Poznawanie, rozpoznawanie nowych miejsc przychodziło Jasiowi niezmiernie szybko i łatwo. Kiedy Babcia pokazała mu, gdzie wyrzucamy śmieci, od razu podłapał. Gdy trzeba było wyrzucić pampersa, mój synuś brał za rączkę któregoś z domowników i palcem wskazywał miejsce docelowe. Oczywiście kazał sobie otworzyć drzwi od szafki i jednym ruchem wyrzucał "śmiecia" do kosza. Mały czyścioszek. Brawo!! 👏
Dni mijały bardzo szybko. Podczas pobytu Janczysław doskonalił umiejętność chodzenia, podśpiewywał swoje ulubione piosenki, miał okazję spotkać się z kuzynostwem. Szczęśliwy i uśmiechnięty zarażał entuzjazmem i optymizmem. Jednak prócz tych wesołych i cudownych dni, były też takie, o których wolałabym zapomnieć. Przebijający dziąsło ząbek, dawał się we znaki. Ale... nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Do akcji ratunkowej wkroczyli Babcia z Dziadkiem, którzy robili wszystko, by Jasiu chociaż na chwilę mógł zapomnieć o ząbczaku. Nosili, tańczyli, prowadzali, jednym słowem zabawiali. Dzięki temu Mama miała chwilę dla siebie🙌. Szczerze muszę przyznać, że nie zdarza się to zbyt często.
Dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Zanim się obejrzeliśmy, Tata był już z Nami. Cała trójka miała siebie przy sobie. Szczęśliwi mogliśmy wrócić do domu, cieszyć się sobą  i wspólnie spędzić Mikołajki.
Tym razem wyjątkowo nie opuszczałam domu rodzinnego ze łzami w oczach, ponieważ tegoroczne Święta Bożego Narodzenia planujemy spędzić właśnie w Dębnie. Nie mogę się już doczekać. Póki co, pozostaje mi odliczać dni do przyjazdu i cieszyć się ty, co jest tu i teraz.




Brak komentarzy:

23 listopada

Piszemy list do Świętego Mikołaja

Piszemy list do Świętego Mikołaja
Powoli, małymi kroczkami rozpoczynamy przygotowania do Bożego Narodzenia. Aby podkreślić wyjątkowość tych świąt, postanowiliśmy napisać wspólnie z Jasiem jego pierwszy list do Świętego Mikołaja🎅.
I ja, jako mała dziewczynka marzyłam o tym, by napisać taki  list. Moje marzenie się spełniło. Pamiętam, jakby to było dzisiaj. Razem z kuzynem wrzuciliśmy napisany list do skrzynki pocztowej. Kilka razy sprawdziliśmy, czy aby na pewno wpadł i rozpoczęliśmy etap oczekiwania na odpowiedź. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedź nadeszła! Nie ważne, że w języku francuskim 😂. Najważniejsze było dla mnie to, że Mikołaj istnieje naprawdę😉.
Uśmiech maluje się na mojej twarzy, kiedy widzę, jak bardzo jesteśmy przejęci tworzeniem jasiowej mikołajowej kartki. Nie ma się co dziwić, wkładamy w to całą swoją miłość. Chcemy, aby ten moment był dla Nas magiczny. 
W powietrzu czuć unoszącą się magię świąt. Zapach cynamonu, rozchodzące się po pokoju dźwięki świątecznej muzyki, radosny Janczysław przyklejający naklejki i Mama z Tatą zastanawiający się nad treścią listu. O co poprosić Mikołaja? Nie jest to wcale takie proste. Tysiące pomysłów przewijających się przez głowę: książeczki, sorter, puzzle, układanki, samochodzik, konik na biegunach, sanki, edukacyjny stoliczek... Im więcej mamy pomysłów, tym bardziej jesteśmy niezdecydowani. Pomimo dylematów, udało Nam się w końcu dojść do porozumienia, dzięki czemu mogliśmy zasugerować Mikołajowi, mikołajkowy prezent dla Jasia 😉
Popołudnie, które spędziliśmy Razem na pisaniu jasiowego listu, pozwoliło mi utwierdzić się w przekonaniu, że należy wspierać i zachęchać swoje dziecko do działania. Najważniejszy nie był dla Nas prezent, nad którym głowiliśmy się, co nie lada. Najważniejszy był uśmiech Jasia, który cieszył się tym, co go dzisiaj spotkało. A przecież szczęśliwy Jaś, to szczęśliwi My💝.

Brak komentarzy:
Copyright © 2014 Jasiovo , Blogger