11 listopada

Tam, gdzie wspomnienia łączą się z marzeniami

Wczoraj to ja (Mama) miałam swoje urodzinowe święto. Spędziłam je z moimi mężczyznami, którzy wszystko dokładnie zaplanowali. Dopracowali każdy najmniejszy szczegół. Zabrali mnie do miejsca, w którym wspomnienia łączą się ze marzeniami, Kołobrzegu. Cudowny dzień z cudownymi Nimi💗.
Największym i najpiękniejszym prezentem urodzinowym jest mój Syn. Dzięki Niemu każdy dzień staje się wyjątkowy. Tak właśnie było wczoraj 😊.


Jaś obudził się o 3.50. Był pełen energii i gotowy do działania. Oglądał ulubione książeczki, śmiechem i uśmiechem próbował rozbudzić rodziców oraz zachęcić ich do wspólnej zabawy. Po dwóch godzinach zasnął przytulony do Mamy💗.
Dzień mijał w oczekiwaniu na Tatę. Jaś, jak przystało na prawdziwego mężczyznę, dzielnie i cierpliwie znosił moje (jakże długie) przygotowania do wyjazdu. Makijaż, fryzura, strojenie się, a raczej ciągłe marudzenie, że nie mam w co się ubrać. Jednak pomimo narzekań, wszystko udało mi się dopiąć na ostatni guzik. Tatuś wrócił. W drogę! Ale... nie tak prędko. Przy samym wyjeździe z miasta napotkaliśmy na niespodziankę w postaci złamanego dźwigu, leżącego na jezdni. Utworzył się dłuuugi korek, ale nie zniechęciło Nas to do kontynuowania jazdy. Wybraliśmy alternatywną trasę dojazdu i szczęśliwie dojechaliśmy do miejsca docelowego, huraaa😀.
Szczerze "mówiąc", wszystko zaczęło się w tym mieście. Studenckie schadzki, oświadczyny na kołobrzeskim molo 10 listopada, dokładnie 4 lata temu, planowanie przyszłości. Chciałam, żeby Jaś tak jak i My poczuł magię oraz klimat tego miasta. Nie straszny był Nam wiatr i zimno, do których w dużej mierze jesteśmy przyzwyczajeni.
Kiedy przekroczyliśmy próg restauracji "Zakątek", Janczysław był zachwycony. Nowe miejsce. Nowi ludzie. Jednak najważniejsi byliśmy oczywiście My: Mama, Tata i towarzyski Jaś, który skradł serce Pani kelnerce. Cała Nasza trójka zjadła przepyszny obiad, składający się z różności: począwszy od gerberka (Jaś), krewetek z trawą cytrynową, sałatkę z kurczakiem, migdałami i orzechami, kaczkę w sosie śliwkowym, po łososia ze szparagami w towarzystwie ziemniaczków. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy o tym, jak Nasze dziecko się zmienia, staje się bardziej samodzielne. Cieszyliśmy się każdą chwilą spędzoną Razem.
Kolejnym etapem wyjazdu było molo, jednak ze względu na załamanie pogody, stwierdziliśmy, że wracamy do Koch(sz)alina. W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze do pączkarni (nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tego nie uczynili), a potem cukierni, aby kupić tort. Gdy wróciliśmy do domu, nie było odwrotu, musiałam zdmuchnąć świeczki. Nie uczyniłam tego sama, pomógł mi w tym szczęśliwy i zawsze chętny do pomocy Jaś 😊. Zadowolony widokiem tortu, nie mógł się powstrzymać przed jego dotknięciem i spróbowaniem smaku. A My, Rodzice nie mogliśmy się nacieszyć tym widokiem. Jak tu nie kochać takiego Skarba? Kochać i to ze zdwojoną siłą💗



3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Serduszko zostawiam <3 :) Ola :)

gotowidodrogi pisze...

Piękna rodzinka oby tak dalej ! :)

Magda Emigrantka pisze...

Uroczo :)

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Jasiovo , Blogger